Drabina życia data publikacji: 2010-09-22, autor wpisu: Bartek Mitka
Mówi się, że człowiek uczy się przez całe życie. Doświadcza całe mnóstwo emocji – reaguje na nie w osobisty sposób. W chwilach szczęścia lub satysfakcjonującej dumy jest w stanie „przenosić góry”; w momentach smutku lub wręcz rozpaczy stara się przeczekać „burzę” albo zamyka w sobie. Niekiedy jednak powstaje w nas poczucie silnej woli do działania – niezależnie od okoliczności (szczególnie tych złych) potrafimy zmotywować siebie do poprawy sytuacji. Bowiem nigdy nie ma sytuacji bez perspektyw.
Ostatnio ze znajomymi na jednym z portali społecznościowych, podczas naszej korespondencji zaczęliśmy pisać, a w zasadzie rozbudowywać pewną metaforę, która nagle zaczęła powstawać. Nie będę teraz przytaczał jej całej, bo nie jest to konieczne, natomiast dość wyrywkowo opowiem Ci pewne jej etapy.
Otóż doszliśmy do wniosku, że w życiu każdego człowieka są chwile lepsze i oby było ich jak najwięcej, ale też są chwile gorsze – tych z kolei oby jak najmniej, chociaż to właśnie na nich często uczymy się najwięcej. W czasie tych gorszych chwil często wpadamy, a wręcz sami sobie kopiemy przysłowiowy dół.
Zdaliśmy sobie po chwili sprawę, ja i moi znajomi, że kopiąc taki dół, usypujemy także obok górkę z ziemi wygarnianej z dołu. Górkę, na którą przecież można wejść i z pewnej wysokości spojrzeć na nasze życie.
Wiesz doskonale, że kiedy jesteśmy wyżej widzimy znacznie więcej niż będąc w dole. Jest też tak jednak, że często, nawet będąc na górce, kiedy patrzymy „dookoła” zapominamy, aby spojrzeć w głąb…w głąb samego siebie. Tam bowiem drzemią wszystkie, podkreślam wszystkie rozwiązania naszych problemów.
I tu znowu powraca sprawa dołu, który często sami sobie kopiemy.
Pamiętasz jak chwilę temu napisałem, że czasami najlepiej uczymy się na własnych porażkach vel błędach, które na potrzeby tego artykułu możemy śmiało nazwać właśnie owym dołkiem.
Znajdę jeszcze co najmniej jedną korzyść bycia w dołku. Mianowicie kiedy jesteś w dołku i dookoła nie ma nikogo, a często właśnie tak jest, bo ze swoimi problemami zmagamy się sami (zwłaszcza Panowie chcą pokazać sobie i innym, że sami poradzą sobie z kłopotami), aby się z niego wydostać musisz się solidnie rozejrzeć.
Tak dokładnie jak piszę! Będąc w dole musisz się rozejrzeć.
Zaraz, powiesz, ale przecież dookoła nic nie widać, w przypadku gdy nasz dołek zakrywa nas całych, a więc gdzie trzeba się rozejrzeć ?
Ano właśnie w głąb siebie samego. To najlepsza chwila, no może jedna z lepszych, kiedy masz czas wejrzeć w siebie, jak by to nie brzmiało górnolotnie i zastanowić się co zrobić, aby z dołka się wydostać.
Mówiąc nieco bardziej żartobliwie, musisz się odpowiednio wyregulować. A że będziesz to robił sam, no bo w dole oprócz Ciebie, na szczęście, nie ma nikogo więcej, to musisz się zatem samowyregulować.
I właśnie o owej samoregulacji, a dokładniej jednym z jej elementów, traktować będzie min. ten artykuł.
Znam jeden doskonały sposób na „wyjście ze swojego dołka”, ale tak naprawdę, to sposób dzięki któremu możesz radzić sobie w życiu z niemal każdą sprawą, z każdą rzeczą, zarówno tą pozytywną, jak i negatywną.
Pozwól jednak, że najpierw cofniemy się trochę do roku 1981, kiedy to dwóch psychologów C. S. Carver i M. F. Scheier opracowało swoją Teorie Samoregulacji, której kluczowym elementem jest tzw. poznawcza pętla sprzężenia zwrotnego, która obrazuje cztery kroki wchodzące w zakres samoregulacji: pierwsza operacja testująca, operacja wykonawcza, druga operacja testująca, wyjście (Crisp, Turner; 2009).
W skrócie będziemy mówili T-O-T-E, czyli: test, operate, test i exit.
Załóżmy, że masz do wykonania zadanie polegające właśnie na owym wyjściu ze swojego dołka. Jak do tego wykorzystać model T-O-T-E ?
Jak wspomniałem powyżej, pierwszy etap twojego zadania polegać będzie na tym, aby sprawdzić dokładnie, zastanowić się, wręcz zapytać, czy to co robisz, a w naszym przykładzie, czy sposób w jaki do tej pory próbowałeś się wydostać z dołka jest skuteczny, czy nie.
Jeśli tak, czyli jeśli po prostu wyszedłeś na powierzchnie, pomijasz etap „O” i etap drugie „T” i po prostu wychodzisz – „E”, a dokładniej mówiąc kończysz tę część swojego działania.
A w życiu, kiedy mierzysz się z innymi celami i kiedy widzisz, że twoje działania przybliżają ciebie do celu robisz je dalej, pamiętając oczywiście, aby raz na jakiś czas sprawdzić, czy dalej jesteś na kursie.
Często bywa tak, że robiąc coś zapominamy o całym świecie, tak bardzo jesteśmy pochłonięci działaniem, że właśnie pomijamy jeden z najważniejszych aspektów naszego życia, czyli wspomniane przeze mnie spojrzenie w głąb siebie, które dla potrzeb tego artykułu nazwiemy – samoregulacją.
Zakładam jednak, że skoro używamy trybu przypuszczającego w kontekście twoich prób wydostania się z dołka, to robisz to niestety niezbyt skutecznie.
Tutaj znowu przychodzi ci z pomocą model T-O-T-E ponieważ kiedy stwierdzisz, że nie jesteś tam gdzie być chciałeś (pierwsze „T ), innymi słowy, że Twoje efekty są niezadowalające, musisz po prostu zacząć robić „to samo”, jeśli idzie o cel czynności, ale inaczej – „O”.
Przykładowo, jeśli do tej pory próbowałeś wołać o pomoc mając nadzieje, że ktoś na górze Cię usłyszy, ale zdałeś sobie jednak po chwili sprawę, że nie ma na to szans, to musisz zacząć samemu jakieś działania, które sprawią, że po chwili będziesz w innym miejscu niż byłeś, najlepiej wyżej oczywiście.
Wiesz już, że co jakiś czas sprawdzasz czy wszystko tym razem jest w porządku ( drugie „T” ) i jeśli tak to „wychodzisz” (chociaż w naszym przypadku cudzysłów jest zbędny), czyli exit „E”, natomiast jeśli znowu coś jest nie tak, ponownie wracasz do „O”, ale znowu inaczej. I w koło Macieju, w koło, ale tylko w ten sposób masz szanse wyjść na powierzchnię, pomijając oczywiście cudowne zrządzenia losu, choć także i takich w Twoim życiu Tobie życzę.
Inną ciekawą rzeczą jaka dotyka nas np. będąc w naszym przysłowiowym dole jest to, że będąc w nim, to jest nasz sytuacja realna – jesteśmy w dole, na którą musimy jakoś zareagować.
Z kolei idealną sytuacja dla nas jest moment, kiedy wreszcie wydostaniemy się z naszego dołka.
Trzeba też jeszcze pamiętać o jednym, że najlepiej jest w ogóle do dołka nie wpadać. Wiesz, być może właśnie z tym zdaniem zakończ czytać ten artykuł i po prostu przestań wpadać do dołków ! Zaoszczędzisz sobie naprawdę bardzo dużo kłopotów.
Nie bez kozery wspomniałem Ci przed chwilą o trzech sytuacjach: realnej, idealnej i tego, że najlepiej w ogóle nie wpadać do dołka, czyli sytuacji…no nazwijmy ją „tak być powinno”, ponieważ w każdej chwili naszego życia, w każdej sytuacji targają nami emocje i to często właśnie one są albo i nie naszą najlepszą motywacją.
W 1987 roku Tory Higgins opracował swoją Teorię Rozbieżności Ja, w której skoncentrował się miedzy innymi na emocjonalnej reakcji ludzi na te rozbieżności (Crisp, Turner; 2009).
Pisząc te rozbieżności mam na myśli różnice emocjonalne pomiędzy Ja realnym, czyli Ja mówiącym o tym jacy jesteśmy teraz (na potrzeby tego artykułu pozwoliłem sobie przyrównać to do naszej realnej sytuacji bycia w dole), ja idealnym, które mówi o tym jacy chcielibyśmy być (to z kolei przyrównałem do naszej idealnej sytuacji, kiedy to wydostajemy się z dołka ) i Ja powinnościowym, które mówi jacy być powinniśmy (powinniśmy nie wpadać w ogóle do dołka – przypomina autor).
Cały czas mam nadzieje, że pamiętasz o emocjach, które w wielu sytuacjach rządzą naszymi działaniami.
Wiesz na pewno doskonale, że kiedy się załamiesz jest mała szansa, że zaczniesz dobrze kombinować jak wyjść z dołka, ale za to kiedy dominować będzie u ciebie przykładowo frustracja (bywa mocnym katalizatorem naszych działań) jest szansa, że zaczniesz działać właściwie!
Idealną sytuacją jest, i do takiej też my ludzie dążymy, kiedy Ja realne odpowiada Ja idealnemu i Ja powinnościowemu, bo im większe rozbieżności miedzy nimi, tym większy dyskomfort psychiczny.
Możesz pomyśleć o tym w ten sposób, że kiedy jesteś w dole (Ja realne) i myślisz o tym, że najlepiej byłoby być na powierzchni (Ja idealne), co jest prawdą ogólnie rzecz biorąc, to często jednak emocje, które się w tej sytuacji pojawiają, są typu depresyjnego - związane z przygnębieniem. Nagle zdajesz sobie sprawę ze swojej beznadziejności – zauważasz fatalną sytuacje i zaprzestajesz o dziwo wszelkich działań, godząc się z porażką.
Z kolei kiedy będąc w dole (Ja realne) zaczniesz kombinować – „a po co ja tu w ogóle wpadałem, przecież to bez sensu” (Ja powinnościowe) - to emocje jakie zaczną dominować w tobie będą miały co prawda charakter negatywny, ale też i taki który ma szanse dać Ci motyw (siłę) do działania.
Oczywiście, aby już nigdy nie wpadać do żadnego dołka, musisz wydostać się najpierw z tego w którym jesteś teraz. Jak? Na przykład użyj T-O-T-E.
Tak jak napisałem, najlepiej jest do dołka nie wpadać w ogóle, no ale jeśli już się w nim znajdziesz przypomnij sobie model T-O-T-E i weź się po prostu do działania, nie trać czasu na myślenie gdzie jesteś, a gdzie byś chciał być, po prostu zacznij działać i krok po kroku wspinaj się po swojej drabinie życia.
Tego życzę
BM




.jpg)
Podstawy bezpiecznego e-biznesu
Warsztaty Active Image-Biznesowy wizerunek-aktywność-rozwój osobisty
Zapraszamy do Hotelu APIS*** w Krakowie!